niedziela, 8 lutego 2009

Rzemieślnik czy artysta??

Witam ponownie, piszę bo co poniektórzy mają pretensje, że reaktywowałem bloga a nie piszę na nim. Więc grzecznie dziś skuwam słowa, łącząc w zdania i wytapiam posta. To co piszę ta poetyka huty ma sens, albowiem istnieją dwie główne wizje twórcy: rzemieślnika i artysty. Ten pierwszy pracuje zawsze, niezależnie od weny tworzy to na co ma zlecenie. Wykorzystuje przy tym cały swój kunszt i warsztat jaki posiada, ale jest nadal najemnikiem. Ten drugi pracuje dla siebie, jest wolny, pracuje wtedy gdy ma natchnienie i robi dokładnie to co chce zrobić. Dziś wielu artystów mówi, że się nie wstydzi gdy występuje w reklamach, wszak zarabiają w ten sposób pieniądze, a żadna praca nie hańbi. To fakt nie hańbi, ale są też zajęcia, które nie przynoszą żadnej chwały tym co je wykonują. Czasami po prostu trzeba z czegoś żyć. Ale czy od razu trzeba dorabiać do tego ideologię?? To w porządku zrobić dobrą reklamę, która się dobrze sprzedaje. Jednak pod warunkiem, że sprzedaje się bo jest dobrze zrobiona a nie dlatego, że jest w niej znana twarz. W końcu reklama to branża medialna czyli też praca twórcza. Wobec czego pan reżyser czy scenarzysta bierze pieniądze za to by miało to jakiś poziom artystyczny powiedzmy. Jednak nie będę tu mówił jaka reklama jest zła a jaka dobra, nie bedzie też żadnej kryptoreklamy. Bardziej chcę pokazać pewne zjawisko, dotyczące znanych postaci dziś powiedzielibyśmy celebrytów. Wielu z nich swą pozycję zawdzięcza ciężkiej pracy i słusznie zbiera jej owoce w postaci nagród, hojnych honorariów czy sławy i uznania w oczch publiki. Jednak chcę powiedzieć o pewnym nowym typie celebryty - religinym. Jest w naszym kraju paru dziennikarzy, muzyków czy nawet księży robiących sobie PR swoją religijnością. Nie mnie ją oceniać, natomiast zastanawia mnie ile ta poza publiczna ma wspólnego z życiem zwykłego człowieka. Jest pewna granica, która obowiązuje zwykłych śmiertelników, natomiast celebrycie jej przkroczenie uchodzi zwykle na sucho. Bo to bardzo łatwo powiedzieć gwieździe - ja jestem wierząca i w niedzielę wyłączam komórkę bo niedziela jest dla Pana Boga. Znany muzyk też zostanie zrozumiany gdy powie, że w domu nie ma telewizora, bo to zjadacz czasu. Są też i dziennikarze co  gotowi zerwać z kimś współpracę, bo dana osoba popełniła literówke w słowie Pan Bóg. Jednak gdy spojrzymy na nasze: zwykłe, codzienne, szare życie to zastanówmy się ile w nim mamy miejsca na takie gesty?? Jeśli mamy go choć trochę to jesteśmy błogosławieni i dobrze, że tak jest. Jednak jesli nie mamy to najczęściej myslimy ale jak to odebraliby to nasi bliscy?? Pewnie uznają nas za pomyleńców czy wariatów, w najlepszym razie za ludzi o szalonej, heroicznej wierze. Chrystus w oczach Greków był głupkiem, Rzymianie mieli go za nieszkodliwego rozrabiakę, Żydzi za bluźniercę -  tylko uczniowie widzieli w nim Mesjasza. Jednak ci sami uczniowie nie byli już tak postrzegani wśród współczenych. Większość z nich żyła wśród ludzi prostych i utrzymywała się pracy własnych rąk - byli wikliniarzami, rybakami, cieslami. Cieszyła się uznaniem i autorytetem wśród bliskich, choć byli rzemieślnikami w pracy dnia codziennego. To w głoszeniu Słowa Bożego byli jak artyści, mówili wtedy gdy była potrzeba a nie wtedy gdy ktoś im kazał. Działali z potrzeby serca nie z wyrachowania. Mieli ten luksus bo utrzymawali się z pracy niezależnej od ich posługi jako nauczycieli, proroków, czy kapłanów. Ich wiara była autentyczna i nie miała nic wspólnego z pozą, nie powodowała przy tym, że inni uznawali ich za dziwaków. Dlatego mam spory dystans do naszych religijnych celebrytów. Cokolwiek, bym nie robił chcę pozostać w tym autetntyczny i normalny, by nie być freakiem i nie straszyć. A zachęcać swym przykładem osobistym. A dziś dedykuję wszystkim piosenkę WWO "U ciebie w mieście" gdzie padają słowa: "zarabiam bo gram, nie: gram by zarabiać":) I one są moim mottem chcę "zarabiać bo piszę a nie, pisać by zarabiać" 
Pozdrawiam wszystkich czytelników i czekam na komentarze!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz